Jestem zarażony Gdynią
Arkadiusza Brzęczka codziennie można spotkać na ulicach Gdyni, jest znany z różnych akcji i projektów promujących miasto. Z tego powodu jego imię zdrabnia się GDYNIAREK. Pochłonięty pracą nie zauważył, że został seniorem! A skoro został, postanowił sprawdzić, co mogą sobie nawzajem zaoferować: on – GdyniArek i gdyńskie Centrum Aktywności Seniora.
Naszą rozmowę zacznijmy od próby zrozumienia fenomenu Gdyni. Jest pan twórcą projektu Gdynia 2026, który przygotowuje obchody stulecia miasta. Jak pan definiuje gdynianina. Kto może wziąć udział w pierwszym międzynarodowym zjeździe gdynian zaplanowanym na jubileusz miasta?
Za najprawdziwszych gdynian uważam tych, którzy tu skądś przybyli. Wybrali to miasto, przyjechali za pracą, za miłością, za czymś jeszcze, włożyli w rozwój miasta swą pasję, pieniądze, energię. Przybywali nie tylko z biedy, ale również po to, żeby się wzbogacić, dorobić więcej. Z tego powodu przyjechał tu mój dziadek. Historia każdego z tych 128 tysięcy ludzi (stan przed wojną) nadaje się do opisania. Gdynia była i jest specyficznym miejscem, przyciąga, wciąga jak wir.
Trzy czwarte członków Klubu Gdynia 2026 to ludzie, którzy do Gdyni przybyli. Tak też właśnie w Gdyni jest: tylko 25-30% mieszkańców urodziło się tutaj. Reszta napłynęła. Moja definicja jest szeroka, gdynianin dla mnie także ktoś, kto tu przybył, wybrał sobie to miasto.
A pan się w Gdyni urodził.
Jestem gdynianinem stuprocentowym. Mimo, że urodziłem się w Gdyni, to również ją sobie wybrałem. Po kilku latach emigracji wróciłem tu i tu postanowiłem żyć. Ocean nie szumi tak jak Bałtyk. Dunaj w Wiedniu nie przyciąga tak, jak nadmorskie fale przy bulwarze. Byłem przecież twórczo skaleczony Gdynią, to była świadoma decyzja. I wiem, że to była decyzja dobra.
Według pana prawdziwi gdynianie to ci z wyboru, a co z rdzennymi mieszkańcami?
Oczywiście na rozwój miasta mieli też duży wpływ ci, którzy się tu urodzili (znane są rody liczące sto, dwieście lat swojej historii). W Encyklopedii Gdyni, którą współtworzyłem, są wszyscy, którzy coś znaczyli. Potem osiedlili się Ci, którzy budowali miasto w latach dwudziestych i trzydziestych. No i wszyscy, którzy przybyli po wojnie. Gdynianin to ten, który urodził się tu czy przyjechał, ale – kocha Gdynię! Mało tego – do klubu przyjąłem również dziewczynkę, której ojciec nadał imię Gdynia z tęsknoty za miastem, z którego wyemigrował. Niesamowite jest dostać pozdrowienia „od Gdyni”.
Mieszkańcy Gdyni odczuwają specyficzny patriotyzm lokalny, również ci, którzy stąd nie pochodzą. Zwrócił moją uwagę, kiedy się tu przeprowadziłam. Mnie samą też miasto zachwyciło, wciągnęło, poczułam się tu od razu jak u siebie. Skąd to się bierze?
Wielu ludzi kojarzy Gdynię pozytywnie. Gdziekolwiek w Polsce się pojawiam ze szkoleniami, to na prośbę słuchaczy najpierw muszę kilka chwil poświęcić Gdyni. Podobnie jest za granicą. Ludzie pytają na przykład o prezydenta – jak to jest, że ciągle jest wybierany na kolejne kadencje. Zazdroszczą nam Gdyni.
Fenomen Gdyni tkwi w jej historii. Nasz kraj, który wcześniej był potęgą, po 123-letniej niewoli, wraz z niepodległością odzyskał dostęp do morza. Ludziom się morze kojarzy z wolnością, z otwartością, z czymś, co jest piękne. My, Polacy, mamy ogromne poczucie wolności. Powinniśmy zrobić z tego markę, cechę narodową.
Z powodu rodzinnej historii tę wolność pan odczuwa w sposób szczególny.
Moja mama urodziła mnie 11 listopada, po wiecu wolnościowym, który odbywał się w sobotę, 10 października 1956 roku, na placu Grunwaldzkim. Urodziła mnie w domu przy ulicy Abrahama 13, który obecnie został zupełnie przebudowany, jednak z szacunku dla historii deweloper zdecydował się pozostawić jego fasadę i wkomponować ją w nowoczesną szklaną bryłę. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 1 (obecne Gimnazjum nr 1), która powstała z datków ogłoszonych w „Płomyku”. Ludzie czuli, że chcą tu w piękny sposób być, zaznaczyć swoją obecność. Ten kawałek morza był dla nich ważny, dokładali swoje cegiełki do rozbudowy miasta. Ta szkoła to piękny symbol Gdyni i powiewu wolności między wojnami. Cała gdyńska architektura, tak bardzo charakterystyczna, różniła się bardzo od zabudowy sąsiednich miast. Gdynia powstawała z cegły, lecz elewacje były tu jasne, inne niż w Gdańsku i Sopotach - tu była "biała Gdynia".
Budynek, w którym siedzimy (siedziba CAS przy ul. 3 Maja) mieścił kiedyś przedszkole. Uczęszczałem do niego całe trzy dni. Uznałem, że ogranicza moją wolność, wolałem być z młodszym rodzeństwem w domu. Potem manifestowałem swoje poczucie niezależności w technikum – jestem technikiem mechanikiem konstrukcji stalowych. Chodziłem do szkoły przy obecnej ul. Morskiej. To jest też świetny budynek. Pełen zakamarków – poznałem je wszystkie, gdzieś trzeba było chodzić na papierosy! Potem, jak każdy szanujący się mechanik, poszedłem na filologię polską. I połączyłem konstrukcję z poezją, to jest właśnie istota architektury. Nie przyjąłem się do pracy w żadnej instytucji – prowadziłem sklep dziadka (był to skład przy ul. Starowiejskiej 11, obecnie Lavenda Cafe). A ożeniłem się z też gdynianką.
Teraz mieszkam w najstarszym zespole mieszkaniowym w Gdyni, pod historycznym adresem al. Piłsudskiego 50, który przed wojną gościł kapitanów Stankiewicza i Borchardta.
Może się pan pochwalić adresami zamieszkania, które interesująco wpisują się w historię miasta.
Jest wiele takich adresów, dlatego odwiedzam różnych ludzi i poznaję dzieje mieszkania czy kamienicy. Piszę o tym, o ludziach i ich siedzibach. Ostatnio fascynuje mnie Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich, o którym mało się w Gdyni mówi. Kilka prywatnych osób, bankierzy, pisarze, ludzie światli, zainwestowało prywatne pieniądze – 5 milionów marek (przy inwestycji państwa w port i miasto w wysokości 40 milionów marek) i kupiło teren na obszarze mniej więcej od obecnego Teatru Muzycznego, poprzez Kamienną Górę, Wzgórze Focha (Nowotki, obecnie św. Maksymiliana) do stadionu na Ejsmonda – z przeznaczeniem na zabudowę willową. Założyli prąd i pierwszy wodociąg z kanalizacją! Określili konkretne wymagania dla potencjalnych mieszkańców. Piszę o tym nieco.
Publikuje Pan również w Kurierze Gdyńskim.
Tak, cykl pod tytułem „Sekrety kamienic gdyńskich”. On ukazuje się od roku, jest już ponad 50 odcinków i zastanawiam się, co dalej. Materiału oczywiście mam na dużo więcej. Jest o czym pisać! Na przykład w tym domu, w luksusowym mieszkaniu „pod siódemką", powstała koncepcja największego przeciwnika Jamesa Bonda! W powieści „Operacja piorun” Ian Fleming wprowadza postać Blofelda, który… urodził się w Gdyni! W każdej z kamienic kryje się jakaś tajemnica. Na przykład tutaj na dole znajduje się jedyne w Polsce, prywatne, stworzone przez mieszkańców Minimuzeum modernizmu. Choć to nie tajemnica, bo chcę by wszyscy o tym wiedzieli. Jest tu też pierwszy w Polsce podziemny parking. Ciągle używany przez mieszkańców.
Jak pan nakłania ludzi, żeby otwierali swoje mieszkania i pokazywali je zwiedzającym podczas wycieczek w ramach festiwalu architektury Open House?
Wchodzę do kamienicy, rozmawiam z ludźmi i dowiaduję się wielu interesujących rzeczy. Dla mieszkańców, którzy żyją tu z dziada pradziada nie są niczym niezwykłym – przecież wszyscy sąsiedzi o tym wiedzą!
Tak nawiązałem współpracę z panem Hunsdorffem, 90-letnim właścicielem ogromnej, zacnej kamienicy, który z pasją oprowadza po niej wycieczki. To też człowiek z piękną historią. Jego ojciec zginął w Piaśnicy – naszym pomorskim Katyniu.
Jest pan mocno zajętym człowiekiem, a jednak zgłosił się do Centrum Aktywności Seniora. Postanowił pan zostać seniorem? Zrealizować pasje, na które nie miał pan czasu w zawodowym życiu?
Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że jestem seniorem! Na dworcu uświadomiono mi, że z racji wieku przysługuje mi zniżka na pociąg do Pragi. Przyszedłem więc do Centrum Aktywności Seniora, aby zdobyć Kartę Seniora i zobaczyć, co CAS jeszcze ma mi do zaoferowania.
Realizuję swoje pasje nieustannie. Jeśli nie mam na coś czasu, to znaczy, że nie mam na to ochoty! Jestem szczęśliwy w tym, co robię, i udaje mi się z tego żyć! Mam czas, żeby codziennie chodzić 10 kilometrów po mieście i rozmawiać z ludźmi. Mam czas być na wszystkich festiwalach filmowych, na festiwalach Open’er. I mam czas codziennie ugotować rodzinie obiad. Żyję z tego, co kocham, w tym się realizuję.
Okazało się, że to ja mam coś do zaoferowania seniorom. Napisałem projekt „Gdynia w roku twojego urodzenia”. Będzie to cykl 30 wycieczek po Gdyni, aby zobaczyć, jak zmieniało się miasto od roku 1926 do 1956.
Jak został ten projekt przyjęty?
Oceniony został bardzo dobrze, ale raczej nie ma na niego pieniędzy. Ale i tak go zrealizuję. Jeśli nie zdobędę na niego funduszy, to wymyślę, jak go inaczej przeprowadzić dla mieszkańców.
Wszystkie pomysły realizuje pan z taką determinacją? Ma pan ich więcej?
Mnóstwo! Na przykład, kiedy organizuję wycieczkę, dowiaduję się, jak nazywają się ludzie, którzy wezmą w niej udział. Potem prowadzę ich tam, gdzie mieszkali czy mieli sklepy, warsztaty ich przodkowie. Czasem są to dla nich nieznane fakty. Prowadzę wycieczki dla uczniów. Prowadzę wycieczki tematyczne, na przykład śladem gdyńskich Żydów – istniała tu najmłodsza, najbardziej prężna gmina żydowska w Europie.
Kolejny pomysł – bardzo chciałbym zaktywizować wolontariuszy na Open House. To mogą być seniorzy z CAS-u! Trzeba wykorzystać potencjał tych ludzi, którzy znają starą Gdynię.
Utworzyłem Klub Gdynia 2026 dla ludzi, którzy kochają Gdynię i chcą świętować jej setne urodziny.
Teraz ROZGDYNIAM (czyli opowiadam, rozpuszczam wici, szukam sojuszników, ludzi, którzy zrobią to ze mną) pewien interesujący pomysł. Poznałem emerytowanych profesorów, którzy wrócili do Gdyni z amerykańskiej emigracji i zaproponowali, aby przy okazji stulecia miasta zrobić z Gdyni pierwsze polskie inteligentne miasto – smart city. Takie, które łączy Internet rzeczy, technologię 5G, społeczeństwo obywatelskie i sferę ducha. Tworzy równowagę między tymi elementami.
Ma pan jeszcze inne pasje poza Gdynią?
Wszystkie wiążą się z miastem, są w nim osadzone. Jestem zarażony Gdynią.
W takim razie proszę roznosić tę „zarazę”. Mamy nadzieję, że wielu seniorów bardzo chętnie złapie bakcyla. Dziękujemy za rozmowę i życzymy dużo siły w realizacji wszystkich pomysłów.
Z Panem Arkadiuszem rozmawiała B. Futkowska
Więcej o Panu Arkadiuszu: www.gdynia2026.pl
Wróć