Fotograficzna pasja sprzed latDo rozmowy o zainteresowaniach zaprosiliśmy panią Teresę Nowakiewicz. Podzieliła się z nami historią o powrocie do pasji sprzed wielu lat i o tym, jak dzięki zdobyczom nowoczesnej techniki może ją nadal doskonalić. Oraz o tym, jak inspirujące są spotkania z ludźmi, którzy, podobnie jak pani Teresa, patrzą na świat przez oko obiektywu.
Kiedy zaczęła Pani przygodę z fotografią?
Już w dzieciństwie. Miałam 10 lat, kiedy fotografią zajmował się mój ojciec i wdrażał mnie w wywoływanie zdjęć w „ciemni” urządzonej w łazience. Przenosiłam zdjęcia szczypczykami z kuwety do kuwety, w której były wywoływacz i utrwalacz. Potem następowało suszenie zdjęć, polegające na przypięciu klamerkami do linki.
Kiedy przeszłam na wcześniejszą emeryturę, chciałam zdać egzamin na pilota wycieczek. W firmie, w której pracowałam, zajmowałam się między innymi organizowaniem i prowadzeniem wycieczek. Ostatnim takim wypadem była wycieczka do Wilna. Ku zmartwieniu grupy, wracałam z niej z potwornymi bólami głowy. Badania wykazały guza mózgu. Moje marzenia o pilotowaniu grup turystycznych legły w gruzach. Długo borykałam się z konsekwencjami poważnej operacji. Koleżanki namówiły mnie do uczestniczenia w zajęciach CAS w Gdyni i stało się – spakowaną walizkę pilota wycieczek zamieniłam na aparat fotograficzny. Początkowo była to zwykła mała cyfrówka, potem kupiłam lepszy.
Jak zajęcia w Małej Akademii Fotografii rozwijają Pani pasję? Co wnoszą nowego?Swoje umiejętności fotograficzne reaktywowane po wielu latach rozwinęłam dzięki wspaniałemu nauczycielowi, panu Zdzisławowi Filipowiczowi. To on nauczył mnie wykorzystania programów komputerowych, w których opracowuję zdjęcia. Pokazał, jak zrobić retusz lub „poprawić urodę”. Uczył też fotografii w plenerze oraz wiele, wiele innych rzeczy.
Zajęcia w MAF dały mi bardzo wiele. Przede wszystkim rozbudziły uśpioną przed laty pasję fotograficzną. Spowodowały, że stale szukam nowych tematów, podpatruję fotografów pokazujących swoje prace w Internecie. Cenię też spotkania z kolegami – powstał nawet Klub Pasjonatów Fotografii WIZJER, gdzie spotykają się ci, co pokochali fotografię. Dzielimy się pomysłami na fotografowanie, chwalimy swoimi osiągnięciami, pokazujemy prace, przez co mobilizujemy się wzajemnie do działania. A co najważniejsze, nie obrażamy się na krytykę, bo pozwala nam się rozwijać.
A obróbka zdjęć w specjalnych programach graficznych – czy trudne jest opanowanie tej umiejętności?
Wszystko jest trudne, dopóki nie pozna się programu. Osoby, które pracują przy obróbce fotografii, dobrze wiedzą, że są to godziny spędzone przy komputerze. Nic samo się nie zrobi, trzeba wielu godzin nauki metodą prób i błędów.
Jak szuka Pani tematów do swoich fotograficznych prac? Co jest dla Pani źródłem inspiracji?
Ponieważ śpiewam w chórze kościelnym w Gdyni Witominie i prowadzę jego kronikę, to przede wszystkim robię zdjęcia ze spotkań chóru, uczestnictwa we Mszy św. i podobnych wydarzeń. Na przykład w bieżącym roku chór obchodził 15-lecie swojego istnienia. Uroczystość odbyła się na wyjeździe, w Ostrzycach. Robiłam oczywiście fotki z przebiegu całej uroczystości, zarówno części oficjalnej, jak i nieoficjalnej. Powstał całkiem niezły reportaż.
Wraz z grupą Małej Akademii Fotografii wychodziłam na plenery, gdzie robiliśmy zdjęcia pod okiem pana Zdzisława Filipowicza. Teraz, kiedy wyjeżdżamy na wycieczki z Klubami Seniora, już utarło się, że „robię za fotografa”.
Śledzę też wydarzenia w gdyńskiej gazetce „Ratusz” i wybieram sobie interesujące tematy do fotografowania. Fascynują mnie cienie i lecąca, spadająca woda. Na okazję do sfotografowania wody w ruchu muszę trochę poczekać, bo w Gdyni takiej nie ma, a ja po operacji guza mózgu chodzę o kuli.
Czy zdarza się, że reportaże są kwestią przypadku?
Raczej planuję tematy zdjęć – prowadzę kalendarzyk i mogę przewidzieć spotkanie, imprezę. Ale zdarzają się sytuacje przypadkowe, na przykład pogrzeb w rodzinie, podczas którego poproszono mnie, abym robiła zdjęcia, a dodatkowo zaśpiewała. Nie było to łatwe.
Ma Pani swoje ulubione zdjęcie?
Ulubionego zdjęcia praktycznie nie mam, ale z sentymentem wspominam fotografowanie koni w Kolibkach. Szczególnie klaczki o imieniu Buba.
Chętnie wystawia Pani swoje prace?
Tak. Początkowo były to wystawy prac w Klubie Seniora w Gdyni Witominie. Obecnie wszystkie moje prace fotograficzne zdobią ściany Klubu Seniora w Gdyni Orłowie przy ul. Orłowskiej 66. Kto wie, gdzie jeszcze będą pokazywane?
Co Pani myśli o aparatach fotograficznych, które znajdują się już chyba w każdym telefonie? Czy da się nimi zrobić dobre zdjęcie?
Osobiście nie lubię zdjęć robionych aparatem telefonicznym, ale czasami zdarza mi się takie opracowywać, aby komuś pomóc. Myślę, że jak ktoś nie chce kupić dobrego aparatu, to musi mu wystarczyć komórka.
Czy poleciłaby Pani innym fotografowanie jako ciekawy i kreatywny sposób spędzania czasu?
Zdecydowanie tak. Fotografowanie zmusza do myślenia, przewidywania, odkrywania, nowego spojrzenia na przykład na wschody i zachody słońca czy inne zjawiska, które do tej pory nie były niczym niezwykłym. Ciekawe jest obserwowanie płynącej wody, potoku czy rzeki. Przede wszystkim należy odważnie robić zdjęcia, nie myśleć najpierw, czy się udadzą, czy nie. Potem dopiero wybierać te najlepsze. Co zresztą wcale nie jest takie łatwe.
Gdzie jest to wymarzone miejsce, do którego chciałaby Pani pojechać, aby sfotografować wodę w ruchu?
Świetnym tematem byłby wodospad. Widziałam taki w Szklarskiej Porębie. To moje wymarzone miejsce. Kiedyś jeździłam tam na wojskowe wczasy (byłam w Szklarskiej Porębie aż 8 razy!). Ale na razie zadowolę się okolicami Gdyni. Dzisiaj dowiedziałam się od Pana Filipowicza, że na rzece Kaczej jest około 80 cm wodospadzik. Może wybiorę się tam z mężem?
Dziękujemy za rozmowę. Życzymy zdrowia, siły i interesujących tematów do fotografowania!
Zapraszamy do obejrzenia przykładowych zdjęć wykonanych przez panią Tereskę w galerii "Gdynia zawsze piękna">>>
Wróć