Rozmiar czcionki: Ab Ab Ab

Bursztynnik Bałtycki - pisanie z pasją cz. IV

Publikujemy już ostatnią część tomiku wierszy Bursztynnik Bałtycki. Ulotne chwile, wrażenia, przeżycia związane z odwiedzaniem znanych miejsc (tym razem Gdańska i Sopotu) – z pasją zamknęła w słowa nasza Seniorka, Pani Wiktoria Kryger, pseudonim Jurata.
 

BURSZTYNNIK BAŁTYCKI
Carillon gdański


W Kościółku Świętej Elżbiety
Długo czekała w porannym chłodzie

w Świętej Elżbiety kościele

w drewnianym progu mówiła Bogu

o lubym swym – jak o Aniele.

 

Patrzyła w twarze starych kobiet,

a młodą była i jasną,

ile przecierpieć musiały one

modliła się – za miłość swą własną.

 

Wsłuchana w siebie, patrzyła w ołtarz,

w figury i w obrazy,

a światło w łukach łamało się okien,

pałało, pałało aż zgasło.

 

Święta Elżbieto, ufam ja tobie,

lecz znaków nie chcę rozumieć;

minęły lata i Anioł odszedł,

dziś ona w starek jest tłumie.

 

 

Włócznia Świętego Jerzego
Święty Jerzy

na wieży

iglicy

swego Bractwa

zadaje

cios śmiertelny

od nocy

do rana

 

Smok

w konwulsji zamiera

na wieki

zesztywniały

od hydry

i od potworów

chroń nas

Jerzy Wspaniały.


W Kościele św. Mikołaja
Świętego kościół Mikołaja

odkryła w stanie wojennym,

płynęły w nawę fugi Bacha

i kościół trwał jak w natchnieniu.

 

Między filary rozwieszono

płótna olejne malarzy

I kościół był świątynią sztuki,

jej mądrym mecenasem.

 

Z grafik, z obrazów wyzierał Człowiek,

jak Chrystus, co był w męce.

Pod zielonymi listkami powiek

żył zniewolony w udręce.

 

Słuchała Bacha i ciężki barok,

miast ją przytłoczyć do ziemi,

otwarł jej serce i otwarł oczy,

i kazał jej czoło podnieść.

 

Nie było potem łatwiej żyć,

lecz zawsze można powrócić

i serce swe – żywe złoto –

do złoceń baroku dorzucić.

 

 

Pod dzwonami Świętej Katarzyny
U Świętej Katarzyny

carillon

nigdy nie odpoczywa,

już od jutrzni

modlitewny

zaśpiew swój

rozpoczyna.

 

Łuki dzwonów

mechanizm

porusza umiejętnie, tak by natężać dźwięki,

że prawie ucho nie pęknie –

do głośności najgłębszej

najtwardszej i najtrwalszej.

Potem melodia nacicha,

aż się w całości zamknie.

 

I kościół

przyobleka się

mgłą ciszy po koncercie

pod ostrołukiem gotyku

zastyga melodia

w sercu.

 

 

Kochany Gdańsku nasz
Kochany Gdańsku nasz,

sycę do woli oko swe, patrząc

w smukłość kamieniczek.

Różowe światło dnia przenika powoli

ulicę Długą – pamiątek skarbnicę.

Mienią się perłą i tęczą

krople pod Neptunem,

w wielojęzyczną kaskadę, w tłum turystów wpada

złocisty odblask z trójzębu Neptuna,

mórz króla i zatok, który Gdańskiem włada.

 

Nocą, gdy cisza,

fontanny srebrzystość nie odpoczywa,

lecz szepcze królowi historie wieków dawnych,

każda kropla bowiem

zna tysiącletnią historię swego Gdańska.

 

Na Długim Targu

zegar

w Ratuszu odmierza krok

przeznaczony dla rajców

i porę pacierza.

 

Kościół Mariacki masywem ogromu

jest jak organów burza i potęga;

właśnie u wrót jego

panna zamyślona

stanęła cicho w welon otulona.

 

Koronką pracy przedproża bogate –

był czas snycerstwa i czas wykuwania.

Bądź, Gdańsku nasz, kolebką pracy

i rzemiosł dawnych

nowym renesansem.

 

 

BURSZTYNNIK BAŁTYCKI
Połów

Wyjdź przy zachodnim wietrze

po sztormie i szkwale,

kiedy piasek, wciąż jeszcze wilgotny,

osusza ciepły powiew z południa,

I drobnymi kroczkami przemierzaj plażę,

tam, gdzie sterczyny z drzew i korzeni wystają

i nie spiesz się.

 

Idąc,

zanurzaj dłonie w piaskowe bogactwo,

zaczerpuj nimi jak tyglem półpłynne tworzywo

i przepatruj uważnie,

bo bryłki bursztynu

tam właśnie znajdować się mogą,

przyniesione z burzą,

wypłukane z dna przypływem,

oderwane od lustra tajemnic

Bałtyku.
 

BURSZTYNNIK BAŁTYCKI
Impresje sopockie


Przywitanie
Sopot pozdrawia nas

wyciągniętym w zatokę przegubem

swojego mola

szeroką dłoń zanurzył

w złocistą łachę plaży

Bałtyk wibruje w słońcu

i uliczki sopockie

wirują jak baletnice

krążąc w tańcu

i z wysoka opadają

w dół

a pan Parasolnik i jego duch

odganiają znad miasta

chmurki

zamieniając je w ptaki

 

 

Rondo
Rozpięte

rondo drzew

ocienia trawniki i pasy zieleni

wokół sopockich plaż

Spacerując wędrujesz

(jak mewy po plaży

tuż przed zachodem słońca)

obok znakomitych nazwisk

przybyłych tu nieraz incognito

osobistości

ocierasz się o Kulturę

nawet jeśliś laik

wypijmy więc w SPATiF-ie

za spotkania

lampkę wina


Klimaty w sopockim SPATiF-ie

Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru i Filmu -

bo tu się artyści gromadzą, wchodząc

po wąskich schodkach wiodących na pięterko

ich przez lata wydeptane obcasy

mogłyby niejednego szewca nakarmić robotą

 

Tutaj plotka się rodzi i żart

królują tu niepodzielnie

anegdoty powstają, nawiązują przyjaźnie

mkną nastroje serdeczne

i moda rozmaita

od czubka wysokich obcasów

po łapcie parciane

jak to bywa w życiu prawdziwej cyganerii

niegdyś w pelerynach

dziś z modą na bakier

albo „wprost z widelca” szpanu

 

Tu sopocianin się brata z gdańszczaninem

nie bacząc na lokalny patriotyzm

Niektórych życiorysy wspaniałe

są jak trunki wysokogatunkowe w tutejszym bufecie

Innych ledwie jak piwo

ale zawsze

pieniące się i złociste

 

(Tak było niegdyś

przed wejściem do SPATiF-u:

lody u Włocha i mamony trocha

to wszystko, na co było nas kiedyś stać!)

 

Malarze i muzycy tu grają wysoko

a pierwsze skrzypce wśród nich wiódł w przeszłości

Janusz Hajdun ze wzrokiem nieprzytomnym

gdynianin

muzyk genialny i niepowtarzalny

pianista

który dziś ma salę

swego Imienia

w Bałtyckiej Filharmonii

 


Sopot okiem turysty
Sopockie uliczki

jak primadonny w tańcu

rozkwitają, czarują

baloniastą kopułką w dachach kamieniczek

turystę uwodzą szkiełkami rozrzuconymi w okienkach i oknach

mrugają

i w drzwiach przeszklonych

obiecują kolorami świetność wnętrz

i werandki floresami z drzewa inkrustowane

zapraszają

 

A wewnątrz

chłodne salony w ciemnych obiciach

i trofea na ścianach

czasem

Smutek i Pustka i Samotność

Szarej Starości – a także

odchodzącej wciąż w przeszłość secesji

nigdy nie przebrzmiałej

 

 

Na Monciaku
W sierpniowe patrzą gwiazdy

młodzi i zakochani

a kiedy któraś wpada

w ich usta – jak wiśnia –

zostaje tam na zawsze

złocistą tajemnicą miłości

 

***

Jeżeli weźmiesz

kolory tęczy i nieba

i wszystkie odcienie farb

i rozmalujesz je na palecie lata

zobaczysz obraz sopockiego Monciaka

i jedną z nich pozostaniesz

barwą rozedrganą w słońcu

 

Wśród tłumu przemkniesz melodią

nad tłumem przelecisz wiatrem

w ulewie rozpłyniesz się w kroplach deszczu

 

Zanim

na sopockim Monciaku

nastanie jesień

zdj. T.Nowakiewicz

 

Wróć