Cejlon to tylko herbata? - podróż pani Renaty
Pani Renata Lęcznar odbyła podróż do Sri Lanki w 2009 roku. Właśnie wówczas zakończyła się tam trwająca 26 lat wojna z Tamilskimi Tygrysami, jak nazywała się zbrojna organizacja walcząca o utworzenie państwa narodowościowego zamieszkujących Sri Lankę Tamilów. W wyniku tej wojny życie straciło wielu mieszkańców wyspy – zwłaszcza Syngalezów, przedstawicieli najliczniejszej tam grupy etnicznej.
W 2009 roku miały jeszcze miejsce zamachy i niepokoje społeczne.
Po 9 godzinach lotu pani Renata wylądowała w stolicy Sri Lanki, Kolombo. Od razu dało się zauważyć napiętą atmosferę: „Autobusem zawieźli nas na miejsce pobytu. Wszędzie tam były budki, w których siedzieli strażnicy.
Do stolicy nie można było jechać samemu, bo było zbyt niebezpiecznie. Dla bezpieczeństwa zorganizowano nam eskortę”.
Na skutek wojny ubodzy mieszkańcy tego postkolonialnego kraju zubożeli jeszcze bardziej.
Nic dziwnego, że pierwszą rzeczą, którą zauważyła pani Renata, była bieda: „Cejlon był pierwszym krajem, gdzie zobaczyłam prawdziwą biedę ludzi. Nie widziałam tam bogactwa żadnego poza złotym, ogromnym posągiem Buddy”. Zaraz potem przyszła kolejna refleksja – oczy ludzi były spokojne i bardzo łagodne. Podobny okazał się też ich charakter i to, co w nim najbardziej widoczne – ogromna życzliwość i życie bez pośpiechu.
W obcym kraju, wśród ludzi żyjących w odmiennym rytmie, według innych niż nasze wzorców kulturowych, można dostrzec rzeczy, czasem zwykłe i codzienne, których trudno byłoby się spodziewać, biorąc pod uwagę trudności i ograniczenia dotykające ludzi. Zadziwiające były dla pani Renaty tamtejsze dzieci i ich szkolne ubrania – mimo trudności z dostępem do wody – czyste i śnieżnobiałe.
Do tego, mimo upalnej pogody, pełne buty, w których Europejczykowi trudno byłoby wytrzymać.
Sri Lanka (przez angielskich kolonialistów nazwana Cejlonem), to kraj, który żyje swoim tradycyjnym rytmem i w charakterystyczny dla siebie sposób. Zachodnie nowinki w niewielkim stopniu są tam widoczne. Pani Renata mówi, że widziała tylko dwa budynki w stylu zachodnim ze szklanymi, nowoczesnymi fasadami – biurowiec zagranicznej firmy i hotel. Poza tym dominuje tam niska zabudowa. Toteż szklane budynki wprowadzają dysonans w tamtejszą architekturę.
Pani Renata zwiedziła wiele ciekawych miejsc
na wyspie: „Była to typowa objazdówka trwająca 7 dni, podczas której można zwiedzić najwięcej”. Takie wycieczki nasza podróżniczka lubi najbardziej. Wspomina,
że duże wrażenie zrobiła na niej świątynia z zębem Buddy, bardzo duża i pięknie oświetlona.
Wiele niespodziewanych wrażeń przyniosło uczestnikom wycieczki spotkanie ze słoniami: „zawieźli nas jeepami
w okolice wodopoju słoni. Z daleka obserwowaliśmy słonie
i małe słoniątka. Jedna słonica się zdenerwowała
i zaczęła w naszym kierunku biec, ryczeć, pędzić, a kierowca zamiast uciekać, stał. Byłam tak przerażona,
że schyliłam się na siedzeniu w samochodzie. Myślałam, że jak słonica machnie trąbą, to wylecimy w powietrze. Ale w końcu kierowca ruszył i uciekliśmy, choć ona biegła za nami. To było ogromne przeżycie. W każdej mojej podróży przeżywam takie emocjonujące przygody, które na szczęście później miło się wspomina”.
Zwierzęta Sri Lanki to temat wielu fotografii, które pani Renata przywiozła z wyprawy. W jej wspomnieniach pojawiają się niebezpieczne i nie dające się oswoić aligatory oraz powolne i spokojne żółwie. Były też złośliwe małpy: „To było w jakimś historycznym miejscu ze starymi murami, rosły tam drzewa, na których siedziały małpy. W pewnej chwili małpa podbiegła do mojej koleżanki i złapała za jej siatkę – była tak wredna, że zaczęła tę siatkę wyrywać! Koleżanka musiała się z nią mocować, ale na szczęście była silniejsza i nie wystraszyła się tej małpy”.
Wycieczka zrobiła na pani Renacie ogromne wrażenie, co prawda kuchnia niezbyt przypadła jej do gustu: „Raz tylko spróbowałam tamtejsze danie i było tak ostre,
że się dławiłam. Więcej tego nie tknęłam”, za to owoce, jak mówi, były bardzo smaczne.
Cejlon znany jest wszystkim jako kraina herbaty: „Zdziwiła mnie jeszcze jedna rzecz. Sadzonki herbaty sprowadzane są z Chin, Cejlończycy je sadzą i przetwarzają. Herbatę zieloną suszą na powietrzu, natomiast czarna jest suszona
w bębnach mechanicznie. Po zaparzeniu herbaty, którą tam kupiłam, nie ma żadnego osadu, mimo że wody używam tej samej, co zwykle”.
Pani Renata nie lubi jeździć dwa razy w to samo miejsce, ale zachęca innych do odwiedzenia tej malowniczej wyspy na Oceanie Indyjskim. Pociągająca egzotyka tego miejsca zachwyci każdego podróżnika.
Więcej zdjęć z podróży Pani Renaty znajduje się w galerii>>.
Wróć