Rozmiar czcionki: Ab Ab Ab

Egzotyczna podróż do Chin pani Bożenki

       Nie ma na świecie wielu równie egzotycznych, a jednocześnie tak pociągających dla Europejczyków miejsc, jak Chiny – najstarsza na świecie cywilizacja, która zachowała ciągłość kulturową od starożytności aż do naszych czasów. Inne wielkie imperia rodziły się i upadały – Chiny trwają do dziś, a ich cywilizacyjny rozwój po latach zastoju gospodarczego zadziwia cały świat.
       Za pierwszego Europejczyka, który dotarł do tego dalekiego kraju, uznaje się weneckiego kupca Marco Polo. Być może bywali tam wcześniej inni, ale to właśnie Marco Polo pozostawił ślad po swojej podróży w postaci wspomnień. W jego relacjach Chiny występują jako Kitaj. Ciekawe, że Portugalczycy po dotarciu do Indii kilka wieków później opisywali kraj o nazwie China, jako zupełnie inny niż Kitaj ze wspomnień Marco Polo. Na ten błąd zwrócił uwagę dopiero w XVII wieku polski jezuita, misjonarz, orientalista, przyrodnik i kartograf – Michał Boym.
Jak widać, wspomnienia i relacje z podróży mogą wpływać na obraz kraju, o którym mówią. A przy tym nie ograniczają się tylko do obiektywnego sprawozdania, ale przekazują także własne odczucia i wyobrażenia. Ten subiektywizm może być bardzo interesujący, ponieważ przedstawia osobisty i niepowtarzalny punkt widzenia.
       W październiku 2002 roku na wycieczkę do Chin wybrała się wraz z przyjaciółkami pani Bożena Śliwińska. Jak możemy przeczytać w relacji, w wycieczce uczestniczyli „przeważnie ludzie po fachu, czyli emeryci. Bardzo sympatyczne grono”. Wyprawa trwała łącznie z przelotami 22 dni, w tym czasie jej uczestnicy mieli okazję zobaczyć zarówno wielkie miasta, jak i chińską prowincję. Już pierwszego dnia po wyjeździe z Pekinu autorka notuje: „Mijamy miasteczka i wioski. Na parapetach okien i dachach suszy się żółta kukurydza. Domki parterowe o dużych oknach. Na polach pojedyncze sylwetki rolników. Brak sprzętu. Nie ma nawet koni. Z rzadka jakiś osiołek w zagrodzie, kozy na łące lub owce. Teren górzysty przed nami. Nareszcie widzę uprawy ryżu. Coraz piękniejsze widoki wysokich gór”. U celu wyjazdu w tym dniu czekało uczestników podziwianie pięknych ogrodów i pałaców w Chengde, składających się na letnią rezydencję cesarzy Chin.
       Każdego dnia grupa wyjeżdżała w nowe ciekawe miejsce i zwiedzała je wraz z przewodnikiem. Liczba odwiedzonych miejsc i poznanych zabytków jest tak samo imponująca, jak ich opisy: Pekin, świątynie buddyjskie w Chengde, pałace cesarzy, Mongolia Wewnętrzna, pustynia Hiangsha Wan, Chiński Mur, Terakotowa Armia, spływ rzeką Jangcy, grobowce cesarzy, Shanghaj – to tylko niektóre z nich. Z pewnością turyści zapamiętali na długo pobyt i nocleg w mongolskiej jurcie. Części wycieczkowiczów nie odpowiadały spartańskie warunki, jakie tam panowały, chciano wracać do hotelu. O tym, że jednak grupa pozostała, zadecydowało głosowanie. Z późniejszej relacji można sądzić, że była to trafna decyzja, autorka najdłużej zatrzymała się na tym fragmencie podróży, opisując zwyczaje i codzienny styl życia mongolskich koczowników.
       W relacji dużo miejsca zajmują kolorowe opisy oglądanych pejzaży, ludzi, strojów. Widać oczarowanie i zdziwienie różnorodnością, wielkimi kontrastami widocznymi szczególnie wtedy, gdy z wielkiego miasta wyjeżdża się na prowincję. Chiny w relacji pani Bożeny ujawniają swój ogrom i wielokulturowość, dają się podpatrzeć, ale widać wyraźnie, że skrywają znacznie więcej tajemnic, niż da się odkryć przez krótki czas wycieczki.
Autorka wiele miejsca poświęca interesującym szczegółom. Tak pisze o tym, co widzi w świątyni Puning Si w Chengde: „Przed wejściem ogromne, pięknie rzeźbione metalowe pojemniki na kadzidła w kłębach duszącego, ale pachnącego dymu. Wierni składają ofiary. Po bokach rzędy obrotowych cylindrów z chińskimi napisami: Om Mani Padme Hum (?n Má Ní B? M? H?ng). Wierni obracają je, przechodząc wzdłuż nich, i wymawiają modlitwę. Dookoła drewniane pawilony z misternie rzeźbionymi ścianami i drzwiami. Kolorowe sufity krużganków zadziwiają precyzją malowideł. Pokonujemy strome schody i podziwiamy widok na okoliczne góry i dachy pokryte złotymi kaflami, na rogach zadarte w górę. Kilku młodych mnichów buddyjskich pilnuje porządku”.
       Lektura relacji z podróży do Chin jest ciekawa do samego końca. Ostatnim etapem podróży był Szanghaj – kontrapunkt dla wcześniejszych historycznych miejsc imponujących przywiązaniem do kultury i starych obyczajów. Szanghaj to „rozmach, architektura i mnogość drapaczy chmur (3360 i ciągle budują!)”. Jednak i tu czeka niespodzianka – zwiedzanie fabryki jedwabiu z pokazem całego procesu wytwarzania i barwienia tej tkaniny. Uwadze pani Bożeny nie umykają „wymarzony szlafrok i chusteczki”, które kupuje. Zakupy i podziwianie pięknych wyrobów chińskich to też ciekawa część tej opowieści. Widać, że autorce sprawia ogromną przyjemność znajdowanie dla siebie wymarzonych, pięknie wykonanych przedmiotów.
       Ostatnie zdania tej relacji najlepiej podsumowują wyprawę i najtrafniej opisują odczucia autorki: „Wspaniałe to 17 milionowe miasto i wspaniały ogromny kraj z wielkimi kontrastami. Chciałabym tam kiedyś jeszcze pojechać”.

Więcej zdjęć z podróży pani Bożenki do Chin można obejrzeć w galerii >>

 

 

 

Wróć